Czy psychoterapeuta to „czarnoksiężnik z krainy Oz”?

Stawiam sobie czasem pytanie: na czym polega moja praca? Jest w niej trochę diagnozy, trochę edukacji psychologicznej, trochę dostarczania umiejętności, trochę dostarczania doświadczeń i perspektywy odmiennej niż dotychczas. Jednak wydaje się, że istota tego co dzieje się w gabinecie psychoterapeuty to coś więcej. Co to jest?
8619980613_1ef986df00_bW opowieści „Czarnoksiężnik z krainy Oz”, główna bohaterka, Dorotka, przemierza baśniowy świat, pełen niebezpieczeństw ale i cudownych zdarzeń, dających jej doświadczenie, siłę i przyjaciół, by dotrzeć do tajemniczego czarnoksiężnika, który w opinii wszystkich chyba mieszkańców jest jedyną osobą potrafiącą rozwiązać jej problem. Do tego baśniowego świata dotarła bowiem nie z własnej woli, ale uniesiona wraz z domem przez tornado szalejące w stanie Kansas. Dodatkowo towarzyszą jej postaci szukające rozwiązania swoich problemów: mający się za bezrozumnego strach, czujący brak „serca” blaszany drwal oraz drżący ze strachu król zwierząt, lew. Jest jeszcze beztroski piesek Toto. Mam nadzieję, że nie zdradzę niespodzianki (chyba opowieść o Ozie jest powszechnie znana), gdy napiszę, że w trakcie jednego ze spotkań Dorotki z Ozem, okazuje się, że nie jest on żadnym pełnym mocy czarodziejem. Jego prawdziwa tożsamość to kuglarz, wędrownym sztukmistrz, który tworzy pozory potęgi i mocy. Dzięki temu utrzymuje wrogów z dala od Szmaragdowego Grodu, a jego mieszkańcom daje poczucie bezpieczeństwa. Jest w tym na tyle skuteczny, że w złudzeniu żyją nie tylko dobroduszni mieszkańcy szmaragdowego miasta, ale także czarownice, dobre i złe, które wydawać się może, powinny mieć jaką taką wiedzę o świecie.

Można by powiedzieć: koszmar psychoterapeuty. Budzisz się i nagle zdajesz sobie sprawę, że dajesz ludziom ułudę, która pozwala im żyć w poczuciu bezpieczeństwa i przynależności, ale gdyby co do czego przyszło, to masz tylko parę kuglarskich sztuczek na podorędziu.

Doświadczenie i badania nad psychoterapią pokazują, że czasem psychoterapia może być czymś więcej. A psychoterapeuta bardziej Sokratesem, który mówił o sobie, że jest „akuszerką ludzkich idei”, niż łżącym w żywe oczy Ozem, który w razie starcia z siłami zła nie miałby czego zaoferować.

Jednym z podstawowych elementów uznawanych za kluczowy w udanej psychoterapii jest tzw. sojusz lub przymierze terapeutyczne. Wg definicji jest to: „przymierze lub zdrowy rozsądek ego/self klienta z analizującym lub terapeutyzującym ego/self terapeuty w celu wspólnej pracy” (Gelso, Hayes, 2005). Ładne, prawda? W potocznej polszczyźnie należałoby to odczytać tak:  „przymierze terapeutyczne to wzajemna zgoda i zobowiązanie do wspólnego działania w celu zrealizowania celów klienta”. W praktyce to właśnie ten „sojusz” umożliwia podjęcie realistycznej współpracy.

Co to oznacza w rzeczywistości gabinetu? I jak się ma do kwestii „Oz a psychoterapia”?

W baśni o Ozie, jest taki fragment, w którym czarnoksiężnik wysyła Dorotkę do walki ze złą Czarownicą Bagien i Trzęsawisk. Posyła ją składając obietnicę bez pokrycia: że jak się rozprawi ze złem z północy, to pomoże jej dostać się do domu. Na pytanie bohaterki jak ma się rozprawić ze złą czarownicą, odpowiada, że nie wie… I faktycznie nie wie.

Tymczasem zadaniem systemowo pracującego psychoterapeuty jest:

  • wspieranie pacjenta/klienta w poszerzaniu rozumienia problemu, wzbogacanie „mapy” problemowego stanu, w którym się znalazł, o takie interpretacje i punkty widzenia, które dają szansę na znalezienie perspektywy zmiany,
  • pomoc w dostarczaniu zasobów (a więc budowanie tożsamości pacjenta/klienta, wspieranie rozwoju jego poczucia wartości i kompetencji, wspieranie poprzez akceptację i rozumienie),
  • uelastycznianie zachowań m.in o nowe strategii działania i uczenie nowych umiejętności dopasowanych do kontekstu.

Taki psychoterapeuta dając Dorotce zadanie walki ze złą czarownicą, zadbałby pewnie o to, żeby wiedziała co jest jej zasobem, z jakich umiejętności może skorzystać, gdzie szukać sojuszników.

Niewątpliwą  zasługą Oza było to, że dzięki jego sztuczkom Blaszany Drwal, Strach na Wróble i Lew uwierzyli, że dostali to czego im brakowało i zaczęli działać tak, jakby to już od dawna mieli. Wcześniej niejednokrotnie zachowywali się tak jakby byli odpowiednio: emocjonalni, mądrzy i odważni. Jednak nie dopuszczali do swojej świadomości nawet na chwilę faktu, że mogą tacy właśnie być. Ze Szmaragdowego Grodu odeszli jednak w przeświadczeniu, że zmiana to zasługa Oza. W prawdziwej psychoterapii sukces (definiowany jako osiągnięcie celów zdefiniowanych na początku) jest wspólnym sukcesem psychoterapeuty i klienta, ze wskazaniem na klienta. A porażka…? Sądzę, że podobnie. Każda ze stron włożyła bowiem wysiłek w budowanie psychoterapeutycznego przymierza, które umożliwia zbudowanie relacji.

Czasem psychoterapeuta jest Ozem. Gra va banque. Pamiętam jak przed laty, jeszcze jako student psychologii słuchałem o tym, jak nieżyjący już Andrzej Samson (abstrahując od jego tragicznego końca, był człowiekiem, który bardzo wiele wniósł do psychoterapii) dawał dzieciom z problemem nocnego moczenia się „cudowne szklane kuleczki”, które po włożeniu pod poduszkę miały zagwarantować suchą noc. Taki amulet to sztuczka na miarę Oza. Jednak w realiach życia zadziała tylko wtedy, gdy zbudowane jest owo porozumienie – przymierze.

W baśni o Ozie jest jeszcze jedna postać. To dobra czarownica z południa. Składa ona na czole Dorotki pocałunek, który pozostawia świetlisty znak i mówi: „Dzięki temu świetlistemu znakowi nie spotka Cię już w życiu nic bardzo złego”. A na pytanie bohaterki, czy zwykłe złe rzeczy mogą się zdarzyć dopowiada, że „oczywiście, takie zwyczajnie złe rzeczy mogą Cię spotkać”. Przymierze psychoterapeutyczne to taka właśnie nadzieja, że zmiana jest możliwa i choć różne trudności i kłopoty mogą spotkać nas i pacjenta na drodze do celu, to świat, poza zagrożeniami stwarza też szanse, z których można skorzystać.

Jakie praktyczne wnioski wynikają z powyższych rozważań? Jeśli pomiędzy psychoterapeutą a klientem nie wytworzy się porozumienie, które umożliwi zawarcie „sojuszu w sprawie zmiany”, to nawet najlepsze techniki, potwierdzone za pomocą licznych badań, dadzą bardzo ograniczony efekt. Tym ważniejsza jest zatem etyczna postawa psychoterapeuty i umiejętność budowania kontaktu, poparta rzeczywistym zaciekawieniem, szacunkiem i pokorą wobec klienta i wizji świata, który ze sobą przynosi.

Literatura:

Cronin,E., Brand, B.L, Mattanah J.B. (2014) The impact of the therapeutic alliance on treatment outcome in patients with dissociative disorders: European Journal of Psychotraumatology 2014, 5: 22676 – http://dx.doi.org/10.3402/ejpt.v5.22676

Gelso, C., & Hayes, J. (2005). Relacja Terapeutyczna. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Grzesiuk L. (red.) Psychoterapia — teoria. Wydawnictwo Psychologii i Kultury Eneteia, Warszawa 2005

Norcross, J. C. (Ed.). (2011). Psychotherapy relationships that work (2nd ed.). New York: Oxford University Press.

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *