Dlaczego rozmowy leczą, czyli o tym jak dziecko ucieka przed szczekającym psem.

Osoby zastanawiające się nad podjęciem psychoterapii często zadają pytanie: czy można mi pomóc? Jak to ma się stać, że zmiana nastąpi? Jak działa ta cała psychoterapia?

IMG_7593Jednym z przełomów w czasie udanej psychoterapii jest poszerzenie sposobu patrzenia na sytuację problemową, w której znajduje się klient (pacjent). Zazwyczaj przychodzi on na psychoterapię ze zdefiniowanymi problemami i z wytłumaczeniami powodów, dla których tak się dzieje. Nie muszą to być powody szczegółowo opisane (np. fakt bycia najmłodszym, albo najstarszym dzieckiem w rodzinie, w której nie okazywano sobie emocji i nie wyrażano radości z sukcesów któregokolwiek członka rodziny) – mogą przyjmować postać pewnych uogólnień na swój temat (jestem dziwny, taki się urodziłem, widocznie taki mój los, skoro do tej pory się nie zmieniłem/am to raczej wątpię, żeby to się stało). Czasem wytłumaczenia działają na bardzo nieuświadomionym poziomie – klient zapytany co o tym sądzi odpowiedziałaby „nie wiem”, ale gdy się chwilę zastanowi, dochodzi do wniosku, że właściwie to nie dziwi go, że tak jest. Wytłumaczenia, z którymi przychodzą na terapię mają to do siebie, że pozostawiają poczucie, jakoby problem miał trwać już zawsze. A więc mamy prawdziwie tragiczną sytuację: wiem lub mam poczucie, że wiem dlaczego problem istnieje, oraz mam poczucie graniczące z pewnością, że sytuacja jest niezmienialna.

W trakcie psychoterapii klient już na samym początku może odkryć, że sposób w jaki przeżywał swoje cierpienie, stres, smutek, depresję, żałobę, złość i agresję, strach lub inne symptomy, miał (i czasem nadal ma) znaczenie adaptacyjne. To znaczy, że jest jakiś powód dla którego reaguję np. lękiem i wycofaniem. I to, że reagowałem do tej pory lękiem i wycofaniem, to był mój najlepszy sposób na przetrwanie. Oczywiście, ograniczał mnie on, ale pełnił pozytywną funkcję. Tę samą pozytywną funkcję może obecnie pełnić… inne zachowanie.

Można by to porównać do sytuacji, w której słysząc powarkiwanie psa zaczynamy uciekać ile sił w nogach. To jedyny znany nam sposób na przebycie drogi koło dziurawego płotu za którym on się czai. A pewnego dnia, spotykamy kogoś kto pokazuje nam, że gdy staniemy nieruchomo, pies co prawda nadal szczeka, ale nie zbliża się do nas na krok. I okazuje się, że to nie chodzi o to by szybciej (od psa) biegać, ale by zatrzymać się i wziąć kilka głębokich oddechów. A kto choć raz spędził jako dziecko lato na wsi, pewnie pamięta wiejskie kundle i to ile emocji kosztowało gdy jako dzieci szliśmy do sąsiadów „pożyczyć cukru” albo po prostu na spacer. Klienci przychodzący na terapię mają często takie doświadczenia, że „psy” ich goniły, a oni nie dali rady. Że w sytuacji spotkania z „psem” należy biec jak najprędzej nie oglądając się za siebie. I że najczęściej (albo wręcz zawsze) nie udaje się uciec. Że strach jest oznaką słabości. Że inni się nie boją, a z nimi coś nie tak.

Psychoterapia pomaga przyjrzeć się tej sytuacji z dystansu i zobaczyć szersze tło. Zrozumieć co się tak naprawdę działo kiedyś. Co się dzieje TERAZ. Pozwala zyskać swobodę przeżywania problemu w inny sposób.

Psychoterapeutyczne rozmowy są między innymi formą eksperymentowania ze schematami myślenia i funkcjonowania. Wyjście poza schemat pozwala zacząć uczyć się innych sposobów zachowania. A to kolejny krok tego „jak działa psychoterapia”.

cdn.

PS.

Czasem okazuje się, że nie taki straszny pies jak go malują 😉

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Po co nam poczucie winy?

Na początek cytat:

„Bardzo często żałoba komplikuje się poczuciem winy. Człowiek myśli ile rzeczy mógł zrobić lepiej, ale nie zrobił. Oskarża się o zaniedbania. To cierpienie objawia się smutkiem. Poczucie winy jest normalnym sposobem poradzenia sobie z doświadczeniem bycia niedoskonałym.”

MANUAL TO SUPPORT PROFESSIONALS DURING THEIR WORK WITH DYING AND BEREAVED PERSONS

ID-10022136Poczucie winy, emocja, która została skazana na banicję, przez wielu pomagaczy, psychologów, psychoterapeutów, emocja o której napisano tomy wskazując jej destrukcyjny wpływ, dotykając idealnego ja itp, JEST często wyrazem miłości i smutku, że może mogliśmy lub nie chcieliśmy czegoś zrobić lepiej. Doświadczenie własnej niedoskonałości jest często rezultatem pragnienia by kochać „lepiej”. Fakt, że często nieracjonalne, podobnie jak nieracjonalna bywa złość, radość, smutek, irytacja, zawód, itp.
Stosowany przeze mnie w codziennej praktyce sposób pracy z emocjami zakłada odkrycie „pozytywnej intencji” – funkcji emocji. Oczywiście bywa i tak, że poczucie winy jest w nas wzbudzane przez innych i jest wtedy narzędziem manipulacji. Także wtedy warto zadać sobie to podstawowe pytanie:

  • O czym mi mówi ta emocja (w tym wypadku poczucie winy) w relacji z tą osobą?
  • Co mi mówi o mnie i moim sposobie odbierania świata?
  • Co mi mówi o tej osobie?
  • Jak jej potrzeba (wartość, przekonanie) jest niezaspokojone, że ona to robi?
  • Jaka moja potrzeba jest niezaspokojona?
  • Jakiej emocji wolałbym doświadczać w tej sytuacji z ta osobą?
  • Co mogę zrobić by inaczej przeżywać tę sytuację?

Ten sposób przyglądania się emocjom maksymalizuje szansę na konstruktywne przepracowanie nie tylko samej emocji ale otwiera także drogę do konstruktywnej zmiany dynamiki relacji.
Często mówi się, żeby z emocjami nie walczyć, nie zaprzeczać im, nie oceniać. Podane powyżej przykładowe pytania są praktycznym sposobem tego co można zrobić zamiast. A więc przyjrzeć się temu z jakiego powodu się pojawiają i co nam mówią o nas i całej sytuacji…

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

W małżeństwie mapa także nie jest terytorium

ID-10078735Czy możemy przyjąć choć na chwilę, że w interakcjach z ludźmi, reagujemy nie tyle na konkretne ich zachowanie, ale na to jak je widzimy i interpretujemy?

Przykład: widzimy uśmiech na twarzy pasażera pociągu siedzącego na przeciw nas, interpretujemy go jako wyraz sympatii, odwzajemniamy. Znajdą się jednak osoby, które zinterpretują go jako śmianie się z nich i czym prędzej sprawdzą w lustrze czy przypadkiem nie mają czegoś na twarzy 😉

Mówiąc żargonem konstruktywistów: reagujemy , najczęściej emocjami i działaniami, na obrazy i myśli (konstrukty), które tworzymy obserwując innych ludzi. Często sposoby powstawania tych interpretacji pozostają poza naszą świadomością lub są tak automatyczne, że nie zwracamy na nie należytej uwagi.

Mając w głowie takie założenie, z wielkim zainteresowaniem przeczytałem podsuniętą mi przez koleżankę psychoterapeutkę książkę Terrence’a Reala „Nowe zasady małżeństwa. Co musisz wiedzieć, żeby wspomóc waszą miłość.”

Fragmentem, który szczególnie zainspirował mnie z powodu swego konstruktywistycznego charakteru, jest rozdział poświęcony Najgorszemu Negatywnemu Wizerunkowi (NNW) partnera. Terrence Real pisze, że w istocie nie reagujemy na to, co partner w danym momencie robi. Zazwyczaj nosimy w sobie NNW i gdy partner robi coś, co potwierdza choć w małym stopniu ów Najgorszy Negatywny Wizerunek, uruchamiamy reakcję na naszą wewnętrzną reprezentację – a więc „mapę” czy obraz tego zachowania – a nie na samo zachowanie.

Jako antidotum autor poleca stworzenie wspólnie listy zachowań potwierdzających NNW partnerów i listę zachowań podważających NNW partnerów. Lista owa może posłużyć jako kompas we wzajemnym „zadowalaniu się” partnerów. Jednocześnie warto zauważyć, że im częściej będą się w repertuarze zachowań małżonków pojawiały te podważające NNW, tym głębsza będzie dekonstrukcja przekonań na temat „beznadziejności” partnera i tym bardziej będzie wzmacniany pozytywny obraz partnera.

Wychodząc poza kontekst terapii par można by sobie zadać pytanie, czy prawidłowość ta nie dotyczy również większości, jeśli nie wszystkich relacji społecznych. Czy przypadkiem nie jest tak, że nosimy w sobie Najgorsze Negatywne Wizerunki wkurzających nas kolegów i koleżanek z pracy? Czy nie mamy takiego NNW naszego szefa? Czy nielubiany polityk nie jest postrzegany głównie poprzez zainstalowany w naszej głowie Najgorszy Negatywny Wizerunek Polityka? Czy wreszcie medialni komentatorzy nie uruchamiają emocji swoich odbiorców poprzez karmienie ich narracją wzmacniającą NNW osób, instytucji czy wydarzeń?

Poznanie to konstruowanie mapy rzeczywistości. Poznawanie jest zatem tworzeniem mapy rzeczywistości. A więc akt poznawczy zmienia rzeczywistość (jakakolwiek by ona była), gdyż to, co pojawia się w naszym umyśle jako jej obraz, jest w równej mierze wynikiem zniekształcającej percepcji, jak i naszej twórczości, dopasowującej elementy „układanki” do posiadanych już wzorców.

Jak zatem zmieniłyby się nasze relacje społeczne (w tym emocje i zachowania) gdybyśmy byli bardziej świadomi jakie NAJGORSZE NEGATYWNE WIZERUNKI otaczających nas ludzi nosimy w sobie?

I na koniec: jaki mamy Najgorszy Negatywny Wizerunek siebie samych? Co by się zmieniło w naszym stanie emocjonalnym, motywacji, skuteczności, gdybyśmy nauczyli się inaczej z niego korzystać?

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Pytania w naszej głowie

ID-10080829Dzisiejszy wpis dedykuję trzem osobom: moim dwóm klientkom pani A. i pani B., a także Eleonor Longden, której słowa poruszyły nasze serca. Niniejszy wpis to jednocześnie wyraz wdzięczności – chcę nim pokazać ile, jako psychoterapeuta, zawdzięczam swoim klientom. Inspiracje, doświadczenia, nauka, poruszenia serca… A zatem do rzeczy! Dziś będzie o pytaniach, które sobie zdajemy i o tym co one z nami robią.

Jedną z ważnych interwencji w psychoterapii i powodem, dla którego „rozmowy leczą”, jest wywodzące się z konstruktywizmu poznawczego przeformułowanie. Ludzie poznając świat budują sobie obraz środowiska, innych ludzi, siebie samych. Rozmawiają także ze sobą o świecie, innych ludziach i sobie samych. Te rozmowy przyjmują postać wewnętrznych monologów wypełnionych stwierdzeniami, komentarzami lub pytaniami. Owe komentarze, stwierdzenia i pytania pojawiają się jako reakcje na to co dzieje się w otoczeniu, na interakcje z ludźmi, a także wtedy gdy doświadczamy różnych emocji. Czasem, jak w historii, którą za chwilę przytoczę nie do końca wiadomo skąd się biorą. Jednakże zamiana tego co do siebie mówimy lub pytań jakie sobie zadajemy prawie zawsze przynosi nieoczekiwane rezultaty.

A oto Eleonor Longden i jej historia:

Kiedy pewna siebie i beztroska Eleanor Longden rozpoczynała studia, była taka sama, jak wszyscy inni studenci. Wszystko się zmieniło, kiedy zaczęła słyszeć głosy. Początkowo nieszkodliwe, a z czasem coraz bardziej natarczywe, głosy zmieniły jej życie w koszmar. Zdiagnozowano u niej schizofrenię, podano leki i odrzucono, bo system nie wiedział jak jej pomóc. Longden opowiada wzruszającą historię o wieloletniej drodze do odzyskania zdrowia psychicznego. Dziś przekonuje, że przetrwała tylko dzięki temu, że nauczyła się słuchać swoich głosów. (źródło: TED)

Poza niezwykłością objawów historia jakich wiele. Objaw niezrozumiany, poddany społecznemu ostracyzmowi i porównaniu „lepiej już mieć raka niż schizofrenię”, zostaje wyniesiony do rangi czegoś, co określa to, kim jesteś. Już nie dobrze zapowiadającą się studentką a schizofreniczką. W przypadku wielu moich klientów, nie chodzi o psychozę, ale istota jest ta sama: już lepiej być chorym na ciele niż żeby było ze mną „coś nie tak” w sferze psychiki.

Jedna z moich klientek zwróciła uwagę, że podobnie jak bohaterka wystąpienia zadaje sobie pytanie: Co jest ze mną nie tak?

A pytanie alternatywne mogłoby brzmieć: Co się ze mną dzieje? Czego doświadczam?

Jak mówi (podobno) chińskie przysłowie: Uważaj co do siebie mówisz, bo przypadkiem możesz się słuchać. Właściwie, to wiadomo, że raczej słuchamy tego co do siebie mówimy i działamy zgodnie z podszeptami tego co nam przychodzi do głowy. Zmiana zachowania, zmiana samopoczucia, zmiana poczucia tego kim jesteśmy i na co nas stać dzieje się m.in. przez zmianę pytań jakie sobie zadajemy.

Co się ze mną dzieje? – to dobre pytanie na początek. Czego mi potrzeba? Kto mi może dać to czego potrzebuję? Jak mogę się tego nauczyć? Czego mi potrzeba, żeby się tego nauczyć? Co mnie powstrzymuje? Itd. To tylko przykładowe pytania, które służą nam lepiej niż „co jest ze mną nie tak?”.

Kiedy zadamy sobie odpowiednie pytanie i znajdujemy na nie odpowiedzi, nawet te, które nie są zgodne z naszymi początkowymi, może nieadekwatnymi wyobrażeniami na temat „ratunku”, pojawia się nadzieja. Nadzieja osadzona w sile, która prowadzi do zmiany. Tak jak w przepięknym zdaniu Eleonor Longden: Nawet jeśli w maju pada śnieg, trzeba mieć nadzieję, że nadejdzie lato!

PS. A teraz jeszcze słówko a propos zdania „Nawet jeśli w maju pada śnieg, trzeba mieć nadzieję, że nadejdzie lato!”. To jedno z ważniejszych jakie usłyszałem. Wierzę, że lato nadejdzie także i dla was 😉

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Infografika do „21 minut wystarczy, by ocalić małżeńskie szczęście”

W marcowym wpisie pt. „21 minut wystarczy, by ocalić małżeńskie szczęście!” opisałem badanie, wnioski i praktyczne ćwiczenia dotyczące małżeńskiej satysfakcji.

Oczywiście to zapewne tylko jedna z wielu zmiennych, ale pewnie istotna skoro dość wyraźnie pokazała się w badaniu. A skoro tak, to przygotowałem infografikę na ten temat. Niech idzie w świat 😉

 

21 minut by ocalic szczescie

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Czy „pozytywne myślenie” szkodzi?

ID-10087571Bądź realistą! Zejdź na ziemię! Świat dzieli się na optymistów i dobrze poinformowanych! – te i im podobne zdania każdy z nas słyszał zapewne nie raz. Na przeciwległym biegunie są stwierdzenia typu – Wszechświat sprzyja Twoim zamiarom! Myśl pozytywnie! No jak do tego wszystkiego ma się przypisywane Edisonowi zdanie: Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz tego dokonać?

No więc jak to jest z tym pozytywnym myśleniem? Szkodzi czy pomaga?

Jak zazwyczaj w przypadku psychologicznych dylematów odpowiedź brzmi to zależy… A zatem poniżej postaram się opisać od czego 😉

W mającym już prawie 4 lata badaniu dotyczącym pozytywnego fantazjowania Heather Barry Kappes i Gabriele Oettingena poprosiły studentów aby zapisali sobie zadania na najbliższy tydzień. Potem część z nich poproszono o to by wyobrazili sobie wszystko w ciągu najbliższego tygodnia poszło wspaniale, wręcz najlepiej jak mogło. Druga część poproszona została o zapisanie swoich myśli i odczuć na temat nadchodzącego tygodnia i oczekujących zadań. Okazało się, że studenci, którzy uruchomili „super pozytywne fantazje” nie tylko czuli mniejszą energię i motywację do działania niż grupa kontrolna, ale także zrealizowali mniej zadań ze swej listy w ciągu owego tygodnia, niż studenci z drugiej grupy.

Nie jest to może nic odkrywczego – rzeczy dzieją się od działania a nie od marzenia o nich. Jednak badanie to i im pokrewne pokazuje, że nadmierne pozytywne „odloty” w marzenia nie tylko nie pomagają, ale wręcz szkodzą. Dzieje się tak dlatego, że nasz umysł oszukuje nas – podczas snucia pozytywnych wizji wchodzimy w stan, w którym czujemy się tak, jakbyśmy już osiągnęli cel. A tymczasem on wciąż jest przed nami. Nie dość, że nasz umysł i ciało przechodzą przez stan mobilizacji do spoczynku po wykonanej pracy, to jeszcze potem doświadczamy rozczarowania, że to jednak się nie wydarzyło. Tak jakby ktoś obudził się w lepiance ze snu, w którym był milionerem.

Krytycy pozytywnego myślenia doradzają żeby skupiać się na tym co jest „rzeczywiste” a więc na problemach i przeszkodach. W końcu one są jedyną pewną na tym świecie rzeczą… Za Murphym powtarzają: jeśli coś może pójść źle to na pewno pójdzie. Jednak eksperymenty pokazują, że taki sposób myślenia o przyszłości daje równie złe rezultaty jak nadmierny optymizm.

Autorki cytowanego powyżej badania proponują rozwiązanie, którego bogactwo polega na skojarzeniu obu perspektyw: pesymisty i optymisty.

  1. Uruchom wyobraźnię. Pozwól sobie na marzenia. Pomyśl jak to będzie gdy marzenie się spełni, cel zostanie osiągnięty?
  2. W drugim kroku pomyśl o przeszkodach. O tym co może Cię powstrzymać.

Powyższa metoda nazwana „kontrastowaniem” przynosi mierzalne w badaniach rezultaty. Jak piszą autorki: „jeśli cele są realistyczne i właściwie sformułowane, efektem jest większa motywacja i energia do działania, a w efekcie osoby stosujące osiągają lepsze rezultaty niż tzw. pesymiści lub optymiści”. Stosowne badania przeprowadzono na osobach starających się zadbać o aktywność fizyczną lub bardziej odpowiednią dietę.

W kolejnym wpisie pokażę jak elementy takie jak „realistycznie sformułowane cele” i „marzenia połączone z kontrastowaniem” mogą być stosowane w codziennym życiu, a także o tym jak używa się ich w pracy psychoterapeutycznej. A w planach mamy infografikę pod roboczym tytułem: jak w 5 (albo 6 krokach) pomóc marzeniom stać się rzeczywistością – czyli o „złotej myśli” Edisona, którą wspomniałem na początku wpisu. Do kolejnego razu!

Artykuły źródłowe:

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

21 minut wystarczy, by ocalić małżeńskie szczęście!

Tytuł mojego dzisiejszego wpisu wydaje się być zagrywką a’la poradnik „Jak osiągnąć szczęście i oświecenie w weekend” tymczasem jest oparty na naukowym badaniu przeprowadzonym na 120 parach małżeńskich w ciągu 2 lat! A na końcu zamieszczam praktyczne ćwiczenie… Continue reading

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Czy psychoterapeuta to „czarnoksiężnik z krainy Oz”?

Stawiam sobie czasem pytanie: na czym polega moja praca? Jest w niej trochę diagnozy, trochę edukacji psychologicznej, trochę dostarczania umiejętności, trochę dostarczania doświadczeń i perspektywy odmiennej niż dotychczas. Jednak wydaje się, że istota tego co dzieje się w gabinecie psychoterapeuty to coś więcej. Co to jest?
8619980613_1ef986df00_bW opowieści „Czarnoksiężnik z krainy Oz”, główna bohaterka, Dorotka, przemierza baśniowy świat, pełen niebezpieczeństw ale i cudownych zdarzeń, dających jej doświadczenie, siłę i przyjaciół, by dotrzeć do tajemniczego czarnoksiężnika, który w opinii wszystkich chyba mieszkańców jest jedyną osobą potrafiącą rozwiązać jej problem. Do tego baśniowego świata dotarła bowiem nie z własnej woli, ale uniesiona wraz z domem przez tornado szalejące w stanie Kansas. Dodatkowo towarzyszą jej postaci szukające rozwiązania swoich problemów: mający się za bezrozumnego strach, czujący brak „serca” blaszany drwal oraz drżący ze strachu król zwierząt, lew. Jest jeszcze beztroski piesek Toto. Mam nadzieję, że nie zdradzę niespodzianki (chyba opowieść o Ozie jest powszechnie znana), gdy napiszę, że w trakcie jednego ze spotkań Dorotki z Ozem, okazuje się, że nie jest on żadnym pełnym mocy czarodziejem. Jego prawdziwa tożsamość to kuglarz, wędrownym sztukmistrz, który tworzy pozory potęgi i mocy. Dzięki temu utrzymuje wrogów z dala od Szmaragdowego Grodu, a jego mieszkańcom daje poczucie bezpieczeństwa. Jest w tym na tyle skuteczny, że w złudzeniu żyją nie tylko dobroduszni mieszkańcy szmaragdowego miasta, ale także czarownice, dobre i złe, które wydawać się może, powinny mieć jaką taką wiedzę o świecie.

Można by powiedzieć: koszmar psychoterapeuty. Budzisz się i nagle zdajesz sobie sprawę, że dajesz ludziom ułudę, która pozwala im żyć w poczuciu bezpieczeństwa i przynależności, ale gdyby co do czego przyszło, to masz tylko parę kuglarskich sztuczek na podorędziu.

Doświadczenie i badania nad psychoterapią pokazują, że czasem psychoterapia może być czymś więcej. A psychoterapeuta bardziej Sokratesem, który mówił o sobie, że jest „akuszerką ludzkich idei”, niż łżącym w żywe oczy Ozem, który w razie starcia z siłami zła nie miałby czego zaoferować.

Jednym z podstawowych elementów uznawanych za kluczowy w udanej psychoterapii jest tzw. sojusz lub przymierze terapeutyczne. Wg definicji jest to: „przymierze lub zdrowy rozsądek ego/self klienta z analizującym lub terapeutyzującym ego/self terapeuty w celu wspólnej pracy” (Gelso, Hayes, 2005). Ładne, prawda? W potocznej polszczyźnie należałoby to odczytać tak:  „przymierze terapeutyczne to wzajemna zgoda i zobowiązanie do wspólnego działania w celu zrealizowania celów klienta”. W praktyce to właśnie ten „sojusz” umożliwia podjęcie realistycznej współpracy.

Co to oznacza w rzeczywistości gabinetu? I jak się ma do kwestii „Oz a psychoterapia”?

W baśni o Ozie, jest taki fragment, w którym czarnoksiężnik wysyła Dorotkę do walki ze złą Czarownicą Bagien i Trzęsawisk. Posyła ją składając obietnicę bez pokrycia: że jak się rozprawi ze złem z północy, to pomoże jej dostać się do domu. Na pytanie bohaterki jak ma się rozprawić ze złą czarownicą, odpowiada, że nie wie… I faktycznie nie wie.

Tymczasem zadaniem systemowo pracującego psychoterapeuty jest:

  • wspieranie pacjenta/klienta w poszerzaniu rozumienia problemu, wzbogacanie „mapy” problemowego stanu, w którym się znalazł, o takie interpretacje i punkty widzenia, które dają szansę na znalezienie perspektywy zmiany,
  • pomoc w dostarczaniu zasobów (a więc budowanie tożsamości pacjenta/klienta, wspieranie rozwoju jego poczucia wartości i kompetencji, wspieranie poprzez akceptację i rozumienie),
  • uelastycznianie zachowań m.in o nowe strategii działania i uczenie nowych umiejętności dopasowanych do kontekstu.

Taki psychoterapeuta dając Dorotce zadanie walki ze złą czarownicą, zadbałby pewnie o to, żeby wiedziała co jest jej zasobem, z jakich umiejętności może skorzystać, gdzie szukać sojuszników.

Niewątpliwą  zasługą Oza było to, że dzięki jego sztuczkom Blaszany Drwal, Strach na Wróble i Lew uwierzyli, że dostali to czego im brakowało i zaczęli działać tak, jakby to już od dawna mieli. Wcześniej niejednokrotnie zachowywali się tak jakby byli odpowiednio: emocjonalni, mądrzy i odważni. Jednak nie dopuszczali do swojej świadomości nawet na chwilę faktu, że mogą tacy właśnie być. Ze Szmaragdowego Grodu odeszli jednak w przeświadczeniu, że zmiana to zasługa Oza. W prawdziwej psychoterapii sukces (definiowany jako osiągnięcie celów zdefiniowanych na początku) jest wspólnym sukcesem psychoterapeuty i klienta, ze wskazaniem na klienta. A porażka…? Sądzę, że podobnie. Każda ze stron włożyła bowiem wysiłek w budowanie psychoterapeutycznego przymierza, które umożliwia zbudowanie relacji.

Czasem psychoterapeuta jest Ozem. Gra va banque. Pamiętam jak przed laty, jeszcze jako student psychologii słuchałem o tym, jak nieżyjący już Andrzej Samson (abstrahując od jego tragicznego końca, był człowiekiem, który bardzo wiele wniósł do psychoterapii) dawał dzieciom z problemem nocnego moczenia się „cudowne szklane kuleczki”, które po włożeniu pod poduszkę miały zagwarantować suchą noc. Taki amulet to sztuczka na miarę Oza. Jednak w realiach życia zadziała tylko wtedy, gdy zbudowane jest owo porozumienie – przymierze.

W baśni o Ozie jest jeszcze jedna postać. To dobra czarownica z południa. Składa ona na czole Dorotki pocałunek, który pozostawia świetlisty znak i mówi: „Dzięki temu świetlistemu znakowi nie spotka Cię już w życiu nic bardzo złego”. A na pytanie bohaterki, czy zwykłe złe rzeczy mogą się zdarzyć dopowiada, że „oczywiście, takie zwyczajnie złe rzeczy mogą Cię spotkać”. Przymierze psychoterapeutyczne to taka właśnie nadzieja, że zmiana jest możliwa i choć różne trudności i kłopoty mogą spotkać nas i pacjenta na drodze do celu, to świat, poza zagrożeniami stwarza też szanse, z których można skorzystać.

Jakie praktyczne wnioski wynikają z powyższych rozważań? Jeśli pomiędzy psychoterapeutą a klientem nie wytworzy się porozumienie, które umożliwi zawarcie „sojuszu w sprawie zmiany”, to nawet najlepsze techniki, potwierdzone za pomocą licznych badań, dadzą bardzo ograniczony efekt. Tym ważniejsza jest zatem etyczna postawa psychoterapeuty i umiejętność budowania kontaktu, poparta rzeczywistym zaciekawieniem, szacunkiem i pokorą wobec klienta i wizji świata, który ze sobą przynosi.

Literatura:

Cronin,E., Brand, B.L, Mattanah J.B. (2014) The impact of the therapeutic alliance on treatment outcome in patients with dissociative disorders: European Journal of Psychotraumatology 2014, 5: 22676 – http://dx.doi.org/10.3402/ejpt.v5.22676

Gelso, C., & Hayes, J. (2005). Relacja Terapeutyczna. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Grzesiuk L. (red.) Psychoterapia — teoria. Wydawnictwo Psychologii i Kultury Eneteia, Warszawa 2005

Norcross, J. C. (Ed.). (2011). Psychotherapy relationships that work (2nd ed.). New York: Oxford University Press.

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Psychoterapia i neuronauka. Co biologia mózgu mówi nam o skuteczności metod psychoterapii?

340W poprzednim wpisie opisałem model zmiany odnosząc się do etapów jej wdrażania a także przez pryzmat czynników, które go wspierają. W bieżącym wpisie, chcę się skupić na obszarze, który fascynował mnie od dawna, a mianowicie: czy i w jaki sposób działania, które podejmowane są w trakcie psychoterapii znajdują swoje odzwierciedlenie w procesach, które opisuje neuronauka.

Neuronauka to dziedzina badań mózgu, która ma na celu integrację i syntezę wiedzy pochodzącej z wielu różnych obszarów badawczych w jedną całość. Poczynając od badań morfologii i struktury mózgu, poprzez jego rozwój i pełnione funkcje, biochemię, fizjologię, psychologię mózgu, genetykę czy wreszcie dziedziny związane z informatyką czy filozofią i etyką.

Autor: prof. Ryszard Przewłocki, Źródło: Anna Wojnar, Interdyscyplinarna neuronauka, „Alma Mater” nr 96, listopad 2007, s. 44.

Psychoterapia i neuronauka ma dwa wspólne założenia. Pierwszym z nich jest fakt, że nasz nasz układ nerwowy w swej budowie i działaniu odzwierciedla naszą historię ewolucyjną. Z niej właśnie wynika fakt, że miliardy neuronów są zorganizowane w sieci neuronowe, z których każda rozwija się we własnym tempie i w sposób dla siebie właściwy. Drugim jest to, że architektura mózgu kształtuje się w wyniku ważnych (psychoterapeuci często mówią „znaczących”) relacji z innymi ludźmi. Innymi słowy można powiedzieć, że mózg jest narządem, który, choć wlecze za sobą bagaż ewolucyjnej historii, to za każdym razem, z tych samych niteczek, splata unikatową siatkę połączeń, której wzorzec wynika z osobistych doświadczeń i relacji.

– Czyż może być coś nowego pod słońcem? – zapytał Piłat. 

– Tak. Ja.

Eduardo Mednoza, „Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa”.

Doświadczenia i relacje, ich jakość i intensywność, przekładają się na kody w sieciach neuronowych. A sieci neuronowe stanowią podstawową jednostkę architektoniczną mózgu i umysłu. Stawiane czasem pytanie „geny czy wychowanie?” jawi się więc jako anachroniczne. Oczywiście, że i geny, i wychowanie. Dzięki temu, że doświadczenie (zarówno z interakcji ze środowiskiem jak i z relacji społecznych z ludźmi) przekłada się na struktury w mózgu, natura i wychowanie splatają się (i to dosłownie) w jedność.
2b35ce9Jeżeli w procesie kształtowania się naszej osobowości, niektóre sieci neuronowe pozostaną nierozwinięte w stopniu umożliwiającym optymalne funkcjonowanie, to mogą pojawić się symptomy, dolegliwości i objawy, które skłaniają ludzi do szukania pomocy, np. psychoterapii. Psychoterapia zaś ma na celu umożliwić zrozumienie jakie siły doprowadziły do takiego a nie innego ukształtowania się struktur umysłowych (a więc i mózgowych) i poprzez odpowiednie, pozytywne doświadczenia korekcyjne, dokonać zmiany w obrębie nieoptymalnych sieci neuronowych. A zatem każde złagodzenie symptomu, zniknięcie objawu, poszerzenie repertuaru zachowań lub uelastycznienie sposobu przezywania emocji wiąże się z konkretną zmianą w mózgu.

A czym właściwie są sieci neuronowe? Aby sprostać złożoności, jaką musi osiągnąć układ nerwowy, żeby zarządzać tak różnymi aspektami naszego zachowania jak reagowanie na zbyt gorącą kawę w Starbuniu, zachwyt nad pięknem piosenki Leonarda Cohena, lub kształtem ust słuchającej go osoby, a także np. umożliwienie zrozumienia na poziomie estetycznym i duchowym malarstwa Salvadora Dalego, neurony muszą organizować się  w struktury, zwane sieciami neuronowymi. Innymi słowy, są to obwody wyspecjalizowane w pewnych reakcjach. Każdy neuron w takiej sieci może oczywiście łączyć się z neuronami z innych sieci i sam przez to stawać się elementem więcej niż jednej sieci neuronalnej. Każde połączenie neuronów może mieć działanie hamujące lub pobudzające inne neurony. Tworzą one razem pewien wzorzec wyładowania. Owe wzorce wyładowań (bardzo złożone w swej istocie, gdyż każdy neuron może łączyć się z tysiącami innych, a sieć może być zbudowana z milionów neuronów) kodują wszystkie nasze emocje, umiejętności, wspomnienia, plany i marzenia. Również wzorce zachowań są wynikiem spójnych wzorców wyładowań w sieciach. Uczenie się to tworzenie w mózgu pętli neuronowych pobudzających lub hamujących aktywność. Mózg zbiera doświadczenia i koduje je w sieciach neuronowych (zarówno doświadczenia porażek jak i sukcesów). A sieci powstają i zmieniają się przez całe nasze życie. Rozwój mózgu i sieci neuronowych wykazuje pewną korelację z aktywnością umysłową i z tym co dzieje się w środowisku.

Psychoterapia jest procesem, który z perspektywy neuronauki, wzbogaca środowisko, pobudza rozwijanie zdolności poznawczych, pozwala w nowy sposób doświadczać emocji i uczyć się nowych zachowań. Istnieją badania wskazujące, że przyrost liczby neuronów i i usprawnianie połączeń między nimi idzie w parze ze zmianami doświadczeń i objawów pod wpływem psychoterapii (Baxter i in. 1992Etkin et al. 2005; Roffman et al. 2005).

Udana psychoterapia z perspektywy neuronauki to taki proces, w którym dostarczamy środowiska i doświadczeń, które pozwalają na pobudzenie wzrostu neuronów i integrację sieci neuronowych. Dlatego tak bardzo istotne jest: (1) nawiązanie bezpiecznych relacji, (2) zdobywanie nowych informacji o sferze poznawczej, emocjonalnej, wrażeniach i zachowaniach, (3) aktywacja wadliwie działających sieci neuronowych, (4) dostarczanie odpowiedniego poziomu pobudzenia na przemian ze spokojem i bezpieczeństwem, (5) integracja wiedzy z doznaniami emocjonalnymi i cielesnymi, (6) rozwój metod przetwarzania i organizowania nowych doświadczenia, tak, aby służył również po zakończeniu psychoterapii. (za: Louis Cozolino, The Neuroscience of Psychotherapy).

Z tej perspektywy nabierają sensu różne psychoterapeutyczne techniki służące zbudowaniu zaufania, okazywaniu wsparcia i wiary w klienta, tworzenia nowego obrazu problemu i stanu pożądanego (jakiej zmiany chcę?), eksploracja np. traumatycznych doświadczeń i jednoczesne dawanie wsparcia i czasu na integrację, reorganizację wspomnień i ukształtowanych pod ich wpływem przekonań i wzorców działania, uwrażliwianie na odczucia i znajomość emocji (poznaj samego siebie), transfer umiejętności na przyszłe konteksty, tak aby klient umiał zastosować zmiany w przyszłym życiu już bez pomocy psychoterapeuty.
Konkretnym związkom pomiędzy technikami stosowanymi w psychoterapii a zmianami w mózgu poświęcimy nasze kolejne wpisy. Zapraszamy do śledzenia naszego bloga 😉

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉

Dar pomagania, czyli jak rozmawiać z rodzicami (artykuł Magdy w Remedium)

Zapraszamy do lektury artykułu, który dla czasopisma Remedium napisała nasza autorka Magda Mastalerz 😉

Jakiś czas temu rozmawiałam z pewną młodą osobą od niedawna mającą prawo jazdy. Wiedząc, że jest fanką czterech kółek i marzyła o byciu samodzielnym kierowcą, zapytałam, jak jej idzie jeżdżenie po mieście. W osłupienie wprawiła mnie entuzjastyczna, acz raczej enigmatyczna odpowiedź: „Byłoby już zupełnie super, gdyby nie ci piesi…”. Podobne wypowiedzi, ale dotyczące rodziców, słyszę czasem, gdy rozmawiam ze specjalistami od pomagania dzieciom i młodzieży. Z uwagi na to, że sama zajmuję się zawodowo pomaganiem, postanowiłam w niniejszym artykule uporządkować podstawowe zasady pracy z rodzicami dziecka, które jest naszym podopiecznym. Zasady te dobrze sprawdzają się zarówno w pracy psychologa, pedagoga, psychoterapeuty, jak i każdego nauczyciela czy wychowawcy.

Cały tekst do pobrania:

nop_pdf_downlaod

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉