Pytania w naszej głowie

ID-10080829Dzisiejszy wpis dedykuję trzem osobom: moim dwóm klientkom pani A. i pani B., a także Eleonor Longden, której słowa poruszyły nasze serca. Niniejszy wpis to jednocześnie wyraz wdzięczności – chcę nim pokazać ile, jako psychoterapeuta, zawdzięczam swoim klientom. Inspiracje, doświadczenia, nauka, poruszenia serca… A zatem do rzeczy! Dziś będzie o pytaniach, które sobie zdajemy i o tym co one z nami robią.

Jedną z ważnych interwencji w psychoterapii i powodem, dla którego „rozmowy leczą”, jest wywodzące się z konstruktywizmu poznawczego przeformułowanie. Ludzie poznając świat budują sobie obraz środowiska, innych ludzi, siebie samych. Rozmawiają także ze sobą o świecie, innych ludziach i sobie samych. Te rozmowy przyjmują postać wewnętrznych monologów wypełnionych stwierdzeniami, komentarzami lub pytaniami. Owe komentarze, stwierdzenia i pytania pojawiają się jako reakcje na to co dzieje się w otoczeniu, na interakcje z ludźmi, a także wtedy gdy doświadczamy różnych emocji. Czasem, jak w historii, którą za chwilę przytoczę nie do końca wiadomo skąd się biorą. Jednakże zamiana tego co do siebie mówimy lub pytań jakie sobie zadajemy prawie zawsze przynosi nieoczekiwane rezultaty.

A oto Eleonor Longden i jej historia:

Kiedy pewna siebie i beztroska Eleanor Longden rozpoczynała studia, była taka sama, jak wszyscy inni studenci. Wszystko się zmieniło, kiedy zaczęła słyszeć głosy. Początkowo nieszkodliwe, a z czasem coraz bardziej natarczywe, głosy zmieniły jej życie w koszmar. Zdiagnozowano u niej schizofrenię, podano leki i odrzucono, bo system nie wiedział jak jej pomóc. Longden opowiada wzruszającą historię o wieloletniej drodze do odzyskania zdrowia psychicznego. Dziś przekonuje, że przetrwała tylko dzięki temu, że nauczyła się słuchać swoich głosów. (źródło: TED)

Poza niezwykłością objawów historia jakich wiele. Objaw niezrozumiany, poddany społecznemu ostracyzmowi i porównaniu „lepiej już mieć raka niż schizofrenię”, zostaje wyniesiony do rangi czegoś, co określa to, kim jesteś. Już nie dobrze zapowiadającą się studentką a schizofreniczką. W przypadku wielu moich klientów, nie chodzi o psychozę, ale istota jest ta sama: już lepiej być chorym na ciele niż żeby było ze mną „coś nie tak” w sferze psychiki.

Jedna z moich klientek zwróciła uwagę, że podobnie jak bohaterka wystąpienia zadaje sobie pytanie: Co jest ze mną nie tak?

A pytanie alternatywne mogłoby brzmieć: Co się ze mną dzieje? Czego doświadczam?

Jak mówi (podobno) chińskie przysłowie: Uważaj co do siebie mówisz, bo przypadkiem możesz się słuchać. Właściwie, to wiadomo, że raczej słuchamy tego co do siebie mówimy i działamy zgodnie z podszeptami tego co nam przychodzi do głowy. Zmiana zachowania, zmiana samopoczucia, zmiana poczucia tego kim jesteśmy i na co nas stać dzieje się m.in. przez zmianę pytań jakie sobie zadajemy.

Co się ze mną dzieje? – to dobre pytanie na początek. Czego mi potrzeba? Kto mi może dać to czego potrzebuję? Jak mogę się tego nauczyć? Czego mi potrzeba, żeby się tego nauczyć? Co mnie powstrzymuje? Itd. To tylko przykładowe pytania, które służą nam lepiej niż „co jest ze mną nie tak?”.

Kiedy zadamy sobie odpowiednie pytanie i znajdujemy na nie odpowiedzi, nawet te, które nie są zgodne z naszymi początkowymi, może nieadekwatnymi wyobrażeniami na temat „ratunku”, pojawia się nadzieja. Nadzieja osadzona w sile, która prowadzi do zmiany. Tak jak w przepięknym zdaniu Eleonor Longden: Nawet jeśli w maju pada śnieg, trzeba mieć nadzieję, że nadejdzie lato!

PS. A teraz jeszcze słówko a propos zdania „Nawet jeśli w maju pada śnieg, trzeba mieć nadzieję, że nadejdzie lato!”. To jedno z ważniejszych jakie usłyszałem. Wierzę, że lato nadejdzie także i dla was 😉

Ciekawe? Polub, tweetnij, podziel się z innymi 😉